Śmierć zawsze jest nie na miejscu i zawsze nie w porę
- za szybko, za rano, za nagle.
Dopada po pracy, przed kąpielą, po obiedzie.
Przychodzi w czwartek a przecież mogłaby we wtorek.
Nie pyta, nie uprzedza, nie dyskutuje.
Ból, który ukoić mogą tylko wspomnienie….
 

Była ( „była”-jak bardzo irracjonalnie to brzmi) naszą koleżanką, przyjaciółką, dobrym duchem…

Danuta Sokołowska- Danusia dla nas, pani Danusia dla olbrzymiej ilości uczniów i dla ich rodziców.

Pracowała w Szkole Specjalnej chyba od zawsze. Każdy ją znał i wiedział, że może od niej dostać tylko to, co dobre. Niestrudzona, wydawałoby się niezmordowana. Czasami mieliśmy wrażenie, że nie ma działalności i akcji, w którą nie byłaby zaangażowana. Dzieciom- uczniom naszej szkoły oddana całkowicie. Wrażliwa na krzywdę, gotowa nieść pomoc o każdej porze dnia. Zapominała o swoich potrzebach ale nigdy nie zaniedbała osoby, która potrzebowała wsparcia i pomocy.

O historii, której uczyła, mogłaby mówić bez przerwy i z pasją. Starła się przybliżyć ją swoim uczniom na różne sposoby. Uczyła nas szacunku dla przeszłości. Pokazywała czym jest patriotyzm i godność człowieka. Optymistka, która w każdym widziała tylko to, co pozytywne. Zawsze zabiegana, zawsze mająca tysiąc spraw do załatwienia, w rozpiętej kurtce, bo nie było czasu zapiąć, ze stertą papierów pod pachą, nieodłącznym laptopem i z uśmiechem, którym obdarzała każdego z nas.

Wiedzieliśmy, że ma w życiu dwie miłości: swoją rodzinę i pracę. Ze swoich najbliższych była dumna i kochała ich bezgranicznie. Praca a właściwie prace pochłaniały ją bez reszty.

Bardzo trudno będzie nam mówić o niej w czasie przeszłym. Była jak to Światełko Pokoju, które co roku przynosiła nam wraz z harcerzami.

Danusiu, dziękujemy za to, że byłaś z nami.

     Koleżanki i Koledzy